Ostatnie wpisy
Zakładki:
Lodówkozamrażarka
Nasze drugie
Piszą ludzie
Podglądam sobie czasem
Stronki odwiedzane
|
niedziela, 06 maja 2012
Rumak czy Wałach?
Dzisiaj nareszcie zakończyły się męki piłkarskiej polskiej "Ekstraklasy" (cudzysłów nieprzypadkowy, bo to ani Ekstra, ani tym bardziej Klasa). Męki zawodników, organizatorów a przede wszystkim kibiców lubiących piłkę nożną. Mistrzem został niestety Śląsk Wrocław, ale o tym później. Ja chciałem napisać o przypadku pana Rumaka, trenera Lecha Poznań. Przed ostatnią kolejką Lech zajmował 3 miejsce i wygrywając ze słabiutkim Widzewem Łódź stałby na podium, zawodnicy dostaliby brązowe medale i klubowa gablotka wzbogaciłaby sie o kolejne trofeum. Ale Lech nie wygrał ostatniego meczu i ostatecznie został wyprzedzony przez znienawidzoną przez kibiców Lecha Legię. Dziennikarze więc słusznie i Logicznie pytają, dlaczego w tak ważnym w sumie meczu pan Rumak nie wystawił do składu dwóch, jak na marny poziom naszej ligi, bardzo dobrych zawodników: Rudniewa i Wojtkowiaka. Odpowiedź pana Rumaka mnie rozpieprzyła intelektualnie. Pan Rumak nie wystawił ich ponieważ ci zawodnicy odejdą z klubu pod koniec sezonu. Niech mi to ktoś logicznie wyjaśni, bo ja nie potrafię. Zawodnicy, bardzo dobrzy, odchodzą, ale jeszcze są zawodnikami klubu. Klub im płaci pensje. Trener jednak sadza ich na ławce bo... no właśnie, bo co? Obraził się na nich? Rumak strzela focha? Sorry, ale niech sobie strzela, ale za swoje pieniądze. Poza tym piłkarze to wolni ludzie w wolnym kraju. Jeśli nie chcą grać w Lechu to trudno, droga wolna! Lecz póki są pracownikami klubu niech pracują. I co ciekawsze, takie postępowanie trenera nie jest czymś wyjątkowym w polskiej piłce nożnej. Zazwyczaj trenerzy argumentują to tym, że w przyszłym sezonie tych piłkarzy już nie będzie, więc oni wolą "zgrywać" nowy skład bez nich. Tak debilnego tłumaczenia ja nie przyjmuję. Przecież kluby w lipcu kupią zupełnie nowych zawodników, więc... co tu zgrywać teraz? To jest jak z naszymi rządami co to wiecznie pierdolą, że: myślimy o przyszłych pokoleniach. Tylko, że kurwa, żyć nie da się już TERAZ!! Dla przykładu w drużynie mistrza Niemiec, Borussii Dortmund, Kagawa, zawodnik, który niemal na pewno odejdzie z zespołu w czerwcu jest wystawiany do końca, do ostatniej kolejki, chociaż Dortmund jest już mistrzem i mecze te nie mają żadnego znaczenia poza prestiżem. I nikt się na Kagawę nie obraża. Klopp (trener Dortmundu) nie strzela fochów tylko wykorzystuje do ostatka swojego pracownika.
sobota, 05 maja 2012
Michnikowszczyzna
Symptomatyczny Apel wystosował pan Michnik do Ukraińców i do.... chuj wie kogo. Apel o uwolnienie Julii Tymoszenko. Symptomatyczne, że pan Michnik nie apeluje o ponowny proces, nie apeluje o uczciwy proces. Pan Michnik apeluje o... zmianę wyroku sądu. Z zasady, nawet na Ukrainie sądy są niezależne i suwerenne i nie podlegają naciskom ani wewnętrznym a już tym bardziej z zagranicy. To samo zresztą ponoć jest w Polsce. Dlaczego więc demokrata i miłośnik legalizmu,. pan Michnik chce wymusić na sądzie ukraińskim zmianę wyroku? Dlaczego chce pogwałcić suwerenność sądów ukraińskich? Dlaczego w stosunku do Ukrainy nie stosuje tak lubianej przez naszych decydentów zasady, że z wyrokami sądów się nie dyskutuje? Różne standardy w zależności od celów i korzyści? Dla Polski jeden standard (sąd jest jak państwo w państwie) a dla Ukrainy inny (sądy muszą słuchać głosu "demokratów"). Powiem szczerze, takie myślenie zalatuje mi... strasznie i w dodatku śmierdząco. Ciekawe, na jakiej podstawie pan Michnik chce anulowania poprzedniego wyroku i wydania nowego, uniewinniającego? Wglądu w akta sprawy nie miał i nie ma. Na rozprawie nie był. I wreszcie, kurwa, prawnikiem pan Michnik nie jest i nie zna ani polskiego ani tym bardziej ukraińskiego prawa. Czyżby więc pan Michnik uważał, że jego sympatia dla pani "w kołacz czesanej" jest wystarczającym powodem, by ją wypuścić z więzienia? Chyba, że daje wiarę w to co mówi sama Julia T. Ale... jak mawiała z ironią moja matka, swego czasu pracownik więziennictwa: "w więzieniach siedzą sami niewinni, tylko pecha mieli, że ich złapali". Tym razem pan Michnik chyba przegiął pałę. Wypowiada się w sprawie, której kulisów nie zna i wyrokuje na podstawie swoich sympatii, uprzedzeń i być może niewłaściwych pobudek. Czy pan Michnik kilka lat temu ze zrozumieniem przyjąłby apel jakiegoś czeskiego dziennikarza by uwolnić Lwa Rywina?
czwartek, 26 kwietnia 2012
Pkt 2 i 3. O herbicydach cd.
Uwalnianie zawodów, czyli deregulacja zakończy się porażką rządu. Kolejną porażką. Bo temu rządowi nic nie wychodzi (poza podnoszeniem podatków, tu jest niebywale skuteczny). Temu rządowi nic nie wychodzi, bo tworzą go nieudacznicy a nade wszystko ludzie wybitnie niekompetentni. Dość powiedzieć, że główny "uwalniacz", minister sprawiedliwości jest dziennikarzem katolickim (kurde, doczekałem czasów gdy przymiotnik "katolicki" ma wydźwięk pejoratywny... o tempora, nareszcie nadeszłyście!) i filozofem z wykształcenia. Czy ktoś taki może zrobić coś pożytecznego, większego od karmnika dla ptaków? Ministrem cyfryzacji, a więc nowych technologii, internetu i tym podobnych gadżetów został KO-wiec, koleś z minionej epoki, zapewne piszący jeszcze gęsim piórem. Ministrem sportu została "ładna pani" (niech tak zostanie, nie chcę kopać leżącego). Ministrem infrastruktury jest politolog. Ministrem spraw zagranicznych jest persona posiadająca kilka paszportów i w dodatku udająca, że ma tytuł magistra z politologii kiedy de facto ma zaledwie licencjat. Jedyny sympatyczny człowiek w rządzie to pan Arłukowicz, który robi za chłopca do bicia i tarczę strzelniczą bo burdelu jaki zostawiła w ministerstwie zdrowia pani Kopacz. Panu Arłukowiczowi możemy zarzucić tylko to, że jak dziecko dał się wmanewrować w ten kanał gdy tymczasem główna winowajczyni burdelu, pani Kopacz, dostała awans, czyli kopa w górę i została marszałkiem Sejmu. Na deser.... minister finansów. Magister, czyli tyle co ja. Chyba trochę za mało jak na kraj obfitujący w profesorów i doktorów. Sami widzicie, że "nie ma kim robić". Tak to bywa, gdy ministerstwa nawet te 'merytoryczne" obsadzane są kumplami z dzieciństwa lub z czasów pionierskich, czyli z KL-D. Uwalnianie zawodów się nie uda tak jak nie zbudujemy nigdy elektrowni atomowej, tak jak nie powstanie 1,5 tys. km autostrad do Euro (a nie mówiłem!), tak jak nie powstanie nigdy rura z ukraińskich Brodów do polskiego Gdańska, tak jak nie powstanie zbiornik retencyjny na Odrze w Raciborzu, tak jak nie uda się w końcu zbudować kilku chociaż mostów na Wiśle poza Warszawą. To wszystko się nie uda, bo "nie ma kim robić" I nie uda się uwolnić zawodów, bo chce to robić historyk z filozofem wbrew środowiskom. A każdy, nawet najsłabszy absolwent ekonomii wie, że żadna reforma nie ma szans powodzenia bez udziału zainteresowanych (3 rok studiów, polityka społeczna). Nie uda się, ale obawiam się, że to okaże się jak zwykle dopiero wtedy gdy szkody będą nieodwracalne. Nie wyobrażam sobie, by taki zestaw personalny nie narobił "luk prawnych" i bałaganu. Dla przykładu: uwolnienie zwodu taksówkarza wymaga być może zmian w prawie o ruchu drogowym! Oczywiście, będzie klajstrowanie rozporządzeń, nowelizowanie i poprawianie. Będzie też oszukiwanie rzeczywistości, w czym ten rząd prześcignął mistrzów, Mrożka i Bareję. Ponieważ nie potrafili zbudować dróg na Euro to zmienili przepisy (a jak, papier wszystko wytrzyma) o dopuszczeniu dróg do użytkowania. W ten to sposób rozbabrane budowy w jeden dzień zamieniły się legalnie w "drogi przejezdne" i można już śmigać między koparkami i betoniarkami uważając jedynie na robotników w pomarańczowych ubrankach. Zapewne w ramach tej samej formuły tuż przed Euro akademiki i bursy szkolne przemienią się nagle w hotele dwugwiazdkowe. Ale tylko na 1,5 miesiąca. Pan Gowin zapowiada, że w wyniku deregulacji powstanie od 50 do nawet 100 tysięcy miejsc pracy. Sorry, ale takiego gówna nikt mi nie wciśnie, nawet gdybym był ujebany Luksusową w trzy dupy. Już sam rozrzut prognoz (od 50 do 100) świadczy o tym, że nikt tego nie liczył a liczby są wzięte z sufitu, czyli wyssane z brudnego palca jakiegoś PR-owca. Do powstawania nowych miejsc pracy potrzebny jest POPYT na towary i usługi a nie podaż wykonawców. Od zwiększonej liczby spawaczy wcale nie wzrośnie liczba zamówień na spawanie. Może być nawet jeszcze gorzej, to znaczy część ludzi straci pracę. Likwidując de facto zawód przewodnika miejskiego nie zwiększymy liczby przewodników ale... biura podróży będą tę pracę zlecać swoim pilotom, bo tak będzie taniej (ale raczej nie lepiej, zwłaszcza, że piloci też będą z przypadku). Cała ta akcja z deregulacją widzi mi się już u podstaw skażona politycznym zamówieniem i chęcią polepszenia wizerunku rządu. Ma też głęboko ukryty i skrywany skrzętnie cel ekonomiczny. Dopuszczenie do rynku zawodów specjalistycznych ludzi bez wiedzy i umiejętności, ale za to skutecznie obniżających poziom płac w danym zawodzie (dla przykładu, ja jako laik szukający pracy mogę się podjąć bycia trenerem piłkarskim juniorów za pół stawki. a co mi tam, najwyżej wywalą mnie po pół roku, ale przez 6 miechów będę pobierał pensję. Później będę marynarzem śródlądowym) pomoże rządowi zakotwiczyć inflację na niskim poziomie i utrzymać i tak już skandalicznie niskie w porównaniu z innymi krajami Unii, wynagrodzenia w Polsce. pkt 3 i ostatni. Deregulacja w znacznej mierze będzie fikcją. Martwym przepisem. Można oczywiście zlikwidować licencje ale w to miejsce pojawią natychmiast inne formuły potwierdzania kwalifikacji. Zacznie się od tego, że... nastąpi gwałtowny zastój w przyjmowaniu nowych pracowników w tych zawodach. Brak licencji czy certyfikatu zwiększy ryzyko pracodawcy przy zatrudnianiu nowych osób. Na jakiej bowiem zasadzie ma ktoś zatrudnić młodego pracownika kiedy ten nie może się wylegitymować znajomością fachu? Co wtedy zrobi pracodawca? Zapyta szeptem: "Jakie ma pan kwalifikacje?" Na co poszukujący pracy odpowie równie cicho: "Posiadam "starą" licencję". I uśmiechną się do siebie. I w ten to sposób nieaktualne licencje zyskają nowe życie, w podziemiu, w nieformalnym obiegu. Tak jak to się stało z maturami po buzkowej a następnie giertychowej reformie, od kiedy to funkcjonuje pojęcie "starej" (dobrej) i "nowej" (tandetnej) matury. Można zlikwidować formalne wymagania do wykonywania jakiegoś zawodu ale i tak taksówkarz z potwierdzoną (nieaktualna już licencją) znajomością topografii miasta i przepisów prawnych dotyczących taksówek będzie chetniej widziany w rzetelnych firmach przewozowych jak kierowca o którym nic nie wiadomo. Z czasem oczywiście środowiska wynajdą sposoby na weryfikowanie kwalifikacji i odsiewanie słabych pracowników poprzez jakieś wewnętrzne formuły egzaminów, testów czy szkoleń. Teraz przepisy są jasne, lecz po deregulacji powstanie samowola i chaos w wydawaniu takich zaświadczeń. Teraz wiadomo kto licencje wydaje i na jakiej podstawie. Po deregulacji większość tego typu dokumentów, nawet nieformalnych, będzie wystawiana bez jakichkolwiek jednolitych zasad. Będą to być może jakieś legitymacje wystawiane przez samorządy administracyjne lub gospodarcze. Może to będą karty członkostwa, jak legitymacje członków PTTK czy Związku Hodowców Gołębi Pocztowych? W każdym razie coś powstanie, bo powstać musi. Oczywiście, ludzie będą mogli sobie hodować gołębie i bez legitymacji, prywatnie, na rosół, ale do zawodów nie dopuści ich ZHGP, za brak członkostwa. Jest jeszcze dodatkowy aspekt. Międzynarodowy, że tak go nazwę. Wyjeżdża Grześ do Holandii w pomidorach robić. Ma uprawnienia na wszelkie wózki widłowe, koparki i spychacze. Kiedy Tusk zlikwiduje takie dokumenty to czym się Grzesiu wylegitymuje, żeby dostać pracę? Kwitem od fryzjera czy może biletem autobusowym? Pokaże stare świadectwo albo dyplom, czyli namiastkę licencji. Młodzi będą musieli zaczynać od przerzucania gnoju widłami, bo spychacza nikt im nie da bez uprawnień. Więcej! Tusku wymyślił, że uwolni zawody chronione i to bardzo chronione w Unii. Takim zawodem jest przewodnik turystyczny, miejski i terenowy. Spróbujcie na własną rękę poprowadzić wycieczkę w Wiedniu nie mając austriackiego pozwolenia na wykonywanie takiego zawodu! Daję wam 1 godzinę a zostaniecie ukarani przez tamtejszą policję turystyczną koszmarnie wysokim mandatem. Obawiam się kolizji polskich uregulowań z przepisami zagranicznymi a już na pewno nieporozumień. Polski "nielicencjonowany" pilot wycieczek, naturszczyk i amator może po prostu nie wiedzieć (bo i skąd kiedy nikt go nie szkolił), że w większości stolic europejskich nie wolno mu wykonywać zawodu przewodnika. Gratuluję zbieranych mandatów od Moskwy po Lizbonę! Za to w Warszawie będzie mógł sobie każdy pohasać i oprowadzać ile wlezie.
Jak więc chyba udowodniłem, nie wierze w uwolnienie zawodów. Wierzę za to, że uda się temu rządowi znowu narobić bałaganu prawnego. Będzie ciekawie i wesoło w każdym razie. Do pierwszego nieszczęścia.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Zagadka
Dzisiaj zagadka, która nie ma odpowiedzi (ja w każdym razie jej nie znam)
Koleś na zdjęciu A. Buszuje w komórce żony B. Przetrząsa komórkę śpiącej kochanki C. Pisze sms-a do kochanki D. Pisze sms-a do żony, że przyjedzie później, bo musi być na zakończeniu konferencji E. Pisze do szefa, że jest chory F. Przestawia budzik na późniejszą godzinę G. Robi zdjęcie kapciom proszę, potraktujcie te ankietę poważnie, jak na to zasługuje :-D
piątek, 20 kwietnia 2012
Nagroda dla czytających
Stańcie przed lustrami!
a kto nie czytał tekstu poniżej niech się gapi bezprawnie Tuskowin, herbicyd zawodowy
To będzie opowieść o tym jak Tuskowin (hybryda powstała z główki Tuska i gęby Gowina) zawody uwalnia. Padło nowe hasło! DEREGULACJA. Kolejne trudne słowo i kolejna akcja. Było już odbiurokratyzowanie, Była komercjalizacja. Była demokratyzacja i decentralizacja. Nawet odpolitycznienie i profesjonalizacja nas nie ominęły. Wszystko o kant dupy roztrzaskać. teraz mamy deregulację! Ponieważ słowo deregulacja jest trudne do wymówienia i jeszcze trudniejsze do zrozumienia rząd nasz częściej (ustami ministra Gowina) posługuje się pojęciem UWALNIANIA (otwierania dostępu) ZAWODÓW. To sformułowanie jest bardziej zrozumiałe a przede wszystkim bardzo chwytliwe. Każdy bowiem przeciętny obywatel chce by wolności było dużo a już w sferze pracy (zawodów) jak najwięcej, upatrując w tym szansę dla siebie. Dodatkowo premier jawi się nam jako DONALD WYZWOLICIEL, który pragnie Polakom dać dostęp do dotychczas niedostępnych dla nich zajęć zarobkowych. Z drugiej strony jasne jest, że protesty "uwalnianych" spotkają się ze społeczną niechęcią, jako działania lobbystyczne, mafijne, układzikowe i merkantylne. Nasz premier dobrze wymierzył cios. Ma zabezpieczone i przody (finansjera i przedsiębiorcy) i tyły (prosty lud. W czym rzecz zatem? Dlaczego chcę się w tym temacie wypowiedzieć, skoro chyba większość społeczeństwa przyklaśnie idei DEREGULACJI, czyli uwalnianiu zawodów? Też jestem za otwarciem niektórych zawodów dotychczas zamkniętych bez ważnej przyczyny. W tym wypadku jednak mam kilka wątpliwości i zastrzeżeń. Pozwolę je sobie tu zaprezentować. 1. Lista zawodów przeznaczonych do deregulacji. Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało już listę zawodów przeznaczonych do deregulacji w pierwszej transzy. I już jest problem, bo ja nie dostrzegam w tym żadnej logiki. Nie wiem po prostu dlaczego jako pierwsze zostaną uwolnione te a nie inne zawody. Wygląda to tak, jakby Gowin wziął rejestr zawodów i losowo wybierał sobie, dla zabawy. A jeśli ktoś robi coś bez logiki i dla zabawy to od razu budzi moje podejrzenia, że robi to bezmyślnie albo w jakimś sobie tylko znanym celu. Czymże jest nasz przeciwnik nazywany "zawodem zamkniętym"? Na chłopski rozum, zawód zamknięty to takie zajęcie zarobkowe, które nie może być wykonywane przez każdego. Zawód do wykonywania którego potrzebne jest PRAWO DO WYKONYWANIA ZAWODU. Prawo potwierdzone licencją lub patentem (żeglarskim na przykład). I chyba niestety na takim rozumieniu tego pojęcia oparł się Tuskowin. A jest to definicja "na chłopski rozum", a więc pozornie mądra, a właściwie głupia. Już wyjaśniam dlaczego. Zamykanie niektórych zawodów ma bardzo długą tradycję i posługiwanie się tutaj przykładem choćby średniowiecznych cechów rzemieślników jest chyba najtrafniejsze. Nawet katem nie mógł zostać każdy kto chciał i miał siłę w łapach wystarczającą do zabicia człowieka. Nota bene, kaci byli doskonale wykształceni w dziedzinie anatomii, aby umieć torturować nie zabijając. Często więc byli również pomocnikami chirurgów (sic!). Rzemiosło w ogóle wykształciło cały system zamknięcia swych profesji. Dyplomy, okresy nauki, poszczególne szczeble wtajemniczenia aż do statusu mistrza (majstra). Czemu to służyło? Przede wszystkim uniemożliwieniu amatorom (partaczom) konkurowania z rzemieślnikiem poprzez oferowanie towaru lub usługi po zaniżonej cenie. Status mistrza murarskiego, szewskiego czy rymarskiego gwarantował, że ten rzemieślnik zna swój fach i nie zepsuje powierzonej mu skóry, czy nie zbuduje domu, który się zawali za rok. Ktoś bez dyplomu takiej gwarancji nie dawał ale za to kusił niską ceną usługi. To prowadziłoby do spadku dochodów rzemieślników wypieranych przez partaczy. oczywiście, to ograniczało konkurencje ale i podnosiło jakość, dlatego prawa cechowe były pilnie przestrzegane a ich łamanie surowo karane przez ówczesnych władców. I dlatego katedry gotyckie stoją po dziś dzień a XVII-wieczne kontusze nadal nadają się do noszenia. Bo robili je fachowcy. Powstawały nowe zawody, a każdy zawód wymagał innej umiejętności. Rozszerzała się więc lista profesji wymagająca fachowości, wprawy. W końcu zaczęły powstawać szkoły zawodowe kształcące pracowników. Do czego zmierzam. Obecnie, w XXI wieku jest niewiele zawodów nie wymagających udokumentowanych kwalifikacji. Zgodnie z definicją "na chłopski rozum" to dzisiaj prawie każdy zawód jest zamknięty. Nauczyciel nie ma licencji ale MUSI mieć wykształcenie wyższe pedagogiczne. Czymże więc jest jego dyplom jak nie licencją, prawem do wykonywania zawodu? Kierowca autobusu MUSI mieć zawodowe prawo jazdy na autobus. Co to jest jak nie prawo do wykonywania zawodu? To samo spawacz - nikt przecież nie da spawarki człowiekowi bez uprawnień, bo narobi szkód i zrobi krzywdę sobie i innym. Nawet żeby suszyć zboże w elewatorze trzeba mieć szkolenie i uprawnienie do obsługiwania suszarni. Nikt z wymienionych nie posiada legitymacji czy licencji, ale zawód swój wykonują po potwierdzeniu, że potrafią go wykonywać. Te dokumenty: dyplomy, pozwolenia, prawo jazdy, licencje itd potrzebne są pracodawcom do oceny przydatności pracownika. Co chce zrobić nasz Tuskowin? W odniesieniu do niektórych zawodów chce znieść wymóg posiadania umiejętności jego wykonywania. Po prostu likwiduje obowiązek posiadania licencji bądź uprawnień, a więc odbycia szkolenia, stażu i zdania egzaminu. Po deregulacji Tuska nawet ja mogę się zacząć nazywać spawaczem w kopalniach odkrywkowych, bo do tego nie będzie potrzebne nawet podstawowe wykształcenie. Kolejny zawód opatrzony licencją: przewodnik miejski. To taki pan/pani, który/a oprowadzi was po Warszawie lub Krakowie i opowie o miejscach i ludziach nie nagadawszy przy tym bzdur i przekłamań. Ten zawód też jest licencjonowany. Po akcji Tuskowina wycieczki po Warszawie będzie mógł oprowadzać Zenek spod budki z piwem za 2 dychy na godzinę. A że będzie przy tym pierdolił bez sensu to jakie to ma znaczenie? Grunt, że Zenek mało bierze a wycieczka szkolna będzie przez to bardziej opłacalna dla organizatora. Przewodnicy górscy. Kolejni do odstrzału. Nie zdziwcie się jak za rok usłyszycie o polskich wycieczkach zaginionych na zboczach Elbrusu. Prowadzić ich będzie przewodnik-amator nie znający nie tylko terenu ale w ogóle kraju w którym jest ani języka, ale za to będzie tani. Za rok być może zaczniecie błądzić taksówką po mieście, bo Tusk chce zlikwidować i tę licencję, a więc w Warszawie może wam się trafić kierowca kompletnie nie znający miasta, bo on sobie dorabia do emerytury a tak właściwie to mieszka w Tarnowie. Omijajcie biblioteki, bo po deregulacji bibliotekarzem może zostać pan po AWF-ie. Jedyny wymóg jaki zostawia Tusk to wykształcenie wyższe, nie mówi jakie (chciałbym zobaczyć katalogi wykonane przez kogoś, kto nigdy nie uczył się zasad bibliotekarstwa). A wszystko rozbija się o jedną genialną myśl. Tusk chce uwolnić zawody, które nie są zamknięte!! Paradoks czy celowe działanie obliczone na poklask? Licencje taksówkarza może zrobić KAŻDY kto ma prawo jazdy. Gdzie tu jest choć pozór zamknięcia zawodu? To samo z przewodnikami. Robisz kurs, na który przyjmują bez wstępnych warunków KAŻDEGO chętnego, uczysz się i zdajesz egzamin. W przypadku pilotów wycieczek nawet nie musisz miec matury a nawet obywatelstwa polskiego. Wystarczy kawałek mózgu do opanowania kilku prostych zasad wykonywania zawodu. Co więc tak boli Tuska? Czy to, że trzeba się uczyć, by dobrze wykonywać jakiś zawód? Licencja czy uprawnienie jest przecież rzeczą wtórną. Jest zaledwie zaświadczeniem, że dany człowiek umie robić to do czego został uprawniony. Licencja ogranicza dostęp do danego zawodu przypadkowym ludziom bez przygotowania. Ale jeśli ktoś chce być przewodnikiem górski to NIKT I NIC mu nie broni dostępu do uzyskania licencji. Jest też druga strona medalu. Tuskowin tylko udaje, że otwiera zawody prawnicze. Prawnicy, jak lekarze, nie mogą wykonywać zawodu choć kończą studia w tym zakresie. Oni potrzebują aplikacji lub stażu. Tuskowin w tym przypadku robi tzw ruch pozorowany. Ingeruje w formę egzaminu adwokackiego oraz skraca okres stażu potrzebnego do przystąpienia do egzaminu. Czyli nic się nie zmienia. Zawody prawnicze będą nadal zamknięte, bo problemem jest nie egzamin a dostanie się na aplikacje lub staż. A o tym, kto zostanie przyjęty czy nie (na aplikację bądź staż) decydują inni prawnicy, a więc konkurencja na rynku pracy. I choćby się zesrał jeden z drugim to gówno zrobi jeśli nikt go nie przyjmie. TO JEST WŁAŚNIE ZAMKNIĘTY ZAWÓD. Z tym akurat Tusk obszedł się w białych rękawiczkach. Ale w końcu najsilniejsza grupa w parlamencie to prawnicy. Prawda, udało się umieścić na liście do deregulacji kilka trafnych pozycji. Są to, jak ja to nazywam, zawody-nie zawody, czyli chuj wie co, a które również wymagały licencji. Np. kuriozum: specjalista do spraw programów. Kurwa, jaki urzędas wymyślił taki zawód i zawarował go uprawnieniami? Jakich programów? Uprawnienia dostawało się po 12-miesięcznym stażu (bez szkoleń czy egzaminów), a więc było to dostępne tylko dla tych którzy dostali pracę w określonym biurze. Jak dostali? Chyba wiecie jak i kogo zatrudnia się w administracji państwowej i samorządowej. Kolejna perełka: doradca EURES. Nie pytajcie mnie nawet co to za chuj. Też wymagany jest tylko staż pracy.
No dobra. ręka mnie boli od pisania a wyczerpałem zaledwie jeden punkt. Będą jeszcze dwa zarzuty, ale to później. Jeśli ktoś to zdołał przeczytać to w nagrodę otrzymuje ode mnie fotkę ładnej babeczki w poście wyżej.
środa, 18 kwietnia 2012
wtorek, 17 kwietnia 2012
Sceny z życia przyszłego
Rok 2013. Apteka w jakimś polskim miasteczku. Od stycznia obowiązuje już ustawa o "klauzuli sumienia". Scenka pierwsza: Pan w wieku rozrodczym prosi panią farmaceutkę o 3 paczki prezerwatyw, bo jeszcze dzisiaj wyjeżdża na wakacje do Juraty i ma nadzieję. Pani magister przy ladzie krzyczy w kierunku zaplecza - Krysiu, pozwól tu na chwilę, bo ten pan chce kupić kondomy. Mnie sumienie nie pozwala tego sprzedawać, ale ty przecież jesteś anarchistka i w ogóle ci to zwisa! Sprzedaj panu. Scenka druga: Klientka chce kupić irygator. Niestety farmaceutka ma sumienie. - Nie sprzedam pani irygatora, bo pewnie chce pani się puszczać a potem wypłukiwać plemniki z pochwy. To nie po bożemu i wbrew mojemu sumieniu. No i nici z lewatywy, nasza klientka dalej musi się męczyć z zaparciami. Scenka trzecia: Pan po nieudanych zakupach w aptece poszedł do Tesco. Kupił 28 paczek prezerwatyw, litr wódki, film pornograficzny na DVD oraz kilka pisemek dla dorosłych. Za wszystko zapłacił w kasie samoobsługowej, by nie narażać niczyjego sumienia i pojechał do Juraty.
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Hity eksportowe?
Na planowanych na październik targach spożywczych POLAGRA FOOD 2012 przebojem będzie polska sól z Kłodawy - zapewnia rzecznik prasowy poznańskich targów. Organizatorzy targów zapowiadają również obecność producenta suszu jajecznego z Kalisza, którego stanowisko oferować będzie kadm, ołów, rtęć i jadalne bakterie coli. Zapowiadana jest ofensywa polskich producentów parówek bezmięsnych. Awizują się również producenci skażonego dioksynami drobiu. Minister rolnictwa zapowiedział swoją wizytę na targach. "Polska zdrowa żywność jest szansą na ekspansję na rynkach wschodnich" - czytamy w oświadczeniu ministerstwa - "i polska dołoży wszelkich starań by ja skutecznie wypromować na nowych rynkach zbytu" - dodaje rzecznik ministerstwa. Zainteresowanie kupców z Rosji i Kazachstanu jest ogromne. Już dzisiaj mamy zgłoszenia zainteresowanych naszymi wyrobami profesorów Wydziału Chemii Molekularnej Uniwersytetu Łomonosowa w Moskwie oraz naukowców z Instytutu Badań Jądrowych w Dubnej pod Moskwą.
sobota, 14 kwietnia 2012
Ucz się Jasiu, ucz!
W 1665 roku senat szacownej Sorbony uchwalił, iż "singulis mensibus repetita semel ebrictas salubris", czyli,
"upijanie się raz w miesiącu jest zbawienne dla zdrowia"
więc ja z szacunku dla profesorów paryskiej uczelni staram się stosować do tych zaleceń
wtorek, 10 kwietnia 2012
Svangerskabsforebyggendemiddel
I WY jeszcze narzekacie na słabą dostępność środków antykoncepcyjnych w katolickiej Polsce? To proponuję wyprawę do Kopenhagi i zakup w pośpiechu, na stacji benzynowej tego... svangerskabsforebyggendemiddel, na dodatek z wypustkami i w smaku wiśniowym. Ochota na seks wam przejdzie a kobieta ostygnie zanim to wymówicie poprawnie. Durnie i nieuki
Sen zimowy mi przerwano. Sam go przerwałem i okazało się, że przez zimę zrobiłem sobie nowy zawód. Olej to, ja nie o tym. Przed świętami musiałem pojechać do U Wojewódzkiego, paszport zrobić. Kto zna Wrocław wie, że do UW z Krzyków jedzie się obok Dworca PKP. Obecnie odnawianego, "rewitalizowanego" przed EURO 2012. No więc.... zobaczyłem to to. A raczej ujrzałem namiastkę tego, co zobaczą wszyscy za kilka miechów. Nie-Wrocławianom przypominam DW PKP sprzed remontu:
Przepiękny neogotyk, myślę, że jeden z najpiękniejszych dworców kolejowych w Polsce. Wymagał już remontu, nie neguję. Problem jednak w tym, że wszelka demokracja dopuszcza do władzy i decydowania durni i nieuków, bo wybory mamy tajne, wolne i powszechne. Remontują więc tę perełkę i pewien idiota wychowany na estetyce Disneya niestety miał prawo (kto mu go udzielił?) uczestniczyć w tym remoncie. A oto efekt mariażu historii z ignorancją:
Pytam zatem: kto wymyślił to badziewie? Jaki dureń bez matury wpadł na koncepcję pomalowania neogotyckiego dworca na barokowy kolor? To przecież, kurwa, wygląda jak Eurodisneyland! Czy nikt nie zapytał choćby jednego architekta lub historyka sztuki? Czy naprawdę coś tak spektakularnego (wszak to jest wizytówka miasta) demokracja musi pozostawiać w gestii zidiociałego urzędasa bez wiedzy i elementarnego poczucia estetyki? Ale to jeszcze nie wszystko!! Urzędasy pracują nadal i wymyślili.... że przed dworcem postawią sztuczną palmę, taka jak ta warszawska. Ręce i nogi opadają. Argumentują, że to może być "atrakcja turystyczna". Dziękuję bardzo za taką atrakcję. Więcej jak kopiowanie idiotyzmów nie są w stanie wydostać ze swych główek "panowie od marketingu"? Trzeba było zamiast palmy postawić POMNIK BURAKA CUKROWEGO. Symbolicznie i kreatywnie przynajmniej! I tak jest w całym kraju. Jak mawia mój brat: "Mądry nie zauważy a idiota pomyśli, że tak ma być". I różnej maści durnie, nieuki i bezczelni ignoranci otaczają nas zewsząd tandetą na miarę ich zdolności i możliwości. Ale to MY daliśmy im tę władzę i władzy tej nijak nie kontrolujemy. A świstak zawija w sreberka i zohydza wszystko dookoła. Przestrzeń, czas, intencje i myślenie. Tyle na dziś. Na szczęście ja na dworzec będę wchodził "od tyłu" i nie będę musiał patrzeć na to wesołe miasteczko.
niedziela, 15 stycznia 2012
I like it
Widziałem na FB wpis o śmierci Zbyszka Wegehaupta (czego zdaje się GW chyba nie zauważyła nawet, bo ważniejsze dla niej jest ile schudła jakaś Adele). Pod wiadomością pojawiły się "lajki"... (dla nieobeznanych, znacznik "I like it" = "lubię to") Dojdzie kiedyś do tego, że jakiś koleś na fejsie ogłosi: - Mam hemoroidy. a pod tym wielce intrygującym wpisem zaraz pojawią się osoby, które "to lubią". Nie wiem tylko, czy cieszą się z hemoroidów znajomego czy w ogóle lubią hemoroidy?
czwartek, 12 stycznia 2012
Dowcip. Uwaga, może być śmieszny!
Spotykają się dwaj angielscy dżentelmeni. W pewnej chwili jeden drugiemu wykłuł oko parasolem i przerażony krzyczy: - Niech mi pan raczy wybaczyć, sir! Przez mą nieostrożność wybiłem panu oko! Na co drugi: - Nic nie szkodzi, sir, mam drugie.
środa, 04 stycznia 2012
Absurd?? Mnie już nic nie zdziwi...
Za autorytet w sprawie protestów lekarzy "robi" pani Szczuka. Jeszcze krytyk literacki czy już wszystkowiedząca celebrytka?? Chciałbym zobaczyć reakcję pani Szczuki gdyby jakiś lekarz zmieszał z błotem Masłowską, Pilcha a może i całą polską literaturę współczesną. Zapewne wystrzeliłaby argumentem ignorancji... Swoją drogą, co za debil-dziennikarz w ogóle pyta Szczukę o służbę zdrowia?? Absurdy cd.
Minister Arłukowicz przekonuje, że aptekarze powinni sprzedawać leki z refundacją nawet jeśli recepta jest nieprawidłowo wypełniona. (Powinni - no to co, że powinni? pacjent powinien pobić aptekarza jeśli mu nie sprzeda?) Za dwa lata pana Arłukowicza nie będzie w rządzie, a nawet jak będzie, to powie, że został źle zrozumiany, natomiast aptekarzowi grożą kary za handel lekami refundowanymi bez prawidłowo wypisanych recept. Może aptekarze powinni sobie nagrać wypowiedź ministra jako ewentualny dowód w sądzie. Za kilka lat może się przydać. To będzie rok absurdów
Przykład pierwszy: Siostrzyczki zakonne znalazły nad ranem niemowlę w "oknie życia". ("Okno życia" to taka skrytka, gdzie można dyskretnie i ANONIMOWO podrzucić własne potomstwo w wieku niemowlęcym nie narażając się na sankcje prawne - absurd oczywiście, ale nie pierwszy, a przedwstępny). Policja intensywnie poszukuje matki niemowlęcia.
poniedziałek, 05 grudnia 2011
wtorek, 29 listopada 2011
czwartek, 24 listopada 2011
Ben, który jeździ koleją
Ostatnimi czasy trochę jeżdżę, koleją, żeby było śmieszniej. Na trasie Wrocław-Opole. Trasa o tyle dobrze mi z młodości znana, że znam ją na pamięć. A właściwie.... ZNAŁEM. Nie \, nie będę się znęcał nad PKP, bo zwłok się nie kopie gdyż zakrawa to na nekrofilię. Ja raczej chciałem krótko napisać o tym jak to sie ludziom w dupach poprzewracało od demokracji i ekologicznego życia. Jedziemy, pociągiem, stuk, stuk, stuk, pociąg się rozpędza. Największą moja przyjemnością z jazdy pociągami (a uwielbiałem kiedyś nimi jeździć) było patrzenie przez okno. A szczególnie, obserwowanie mijanych miasteczek i wsi. Migawkowe zaglądanie ludziom w okna, kiedy siedzą przy stole, kiedy jedzą obiad, albo na podwórku karmią kaczki podczas gdy dzieci grają w piłkę. ludzie z rowerami na przejeździe kolejowym, emerytki siedzące przed domem na ławeczce. Najbardziej lubiłem wymyślać sobie scenariusze o ich życiu. Gdy jechało się przez Wrocław można było w nocy zaglądać do mieszkań wysokich bloków. Wtedy sobie zawsze myślałem, co by było, gdybym zauważył w jednym z okien morderstwo... pociągnąć na hamulec? wysiąść na stacji i powiadomić milicję? przecież nawet nie wiem w którym to bloku i w którym mieszkaniu się stało? Jechałem niedawno dobrze znaną mi trasą i... gówno widziałem. W każdym miasteczku, nawet we wsi zapyziałej gdzie psy dupami szczekają porozstawiali jakieś jebane ekrany dźwiękochłonne wysokie na 5 metrów! Człowiek nic nie widzi, poza ta zieloną blachą falistą. Po tym się poznaje, że gdzieś dojeżdżamy, że wyrasta nagle ten płot a po jakimś czasie pociąg staje na jakiejś stacji. EKOLOGIA i poprzewracanie totalne w chamskich dupach! Przez 150 lat nikomu nie przeszkadzał hałas pociągów, aż tu nagle przyszły pedalskie czasy i każdy chce się odgrodzić, bo mu na uszy szkodzi. Nagle się społeczeństwo wrażliwe zrobiło na hałas.... 100 lat temu kolej, jej odgłos, inspirowała futurystów, a dzisiaj, kiedy naprawdę pociągi nie są głośne, ludzie zamykają przestrzeń jakimiś koszmarnymi płotami, by się od pociągów odizolować. I tak odbywam czasami tę podróż, ale już bez przyjemności podróżowania. Bo ludzie z mijanych miejsc zasłaniają swoje życie i są coraz dalej od świata. Żyją sobie tam za tymi płotami i... przez to przestali mnie interesować. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||