k.o.Kaina
rzeczywistość to wielki spam
statystyka
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blog > Komentarze do wpisu
« Pax, pax między narodami!!
Potęga miedziowa »

Czym jestem?

Mam nadzieję, że nie jestem mojej żonie koniecznie potrzebny. Nie chcę być dla Niej uzupełnieniem jakiejś luki w świadomości swojej kobiecości. Nie chcę i wierzę, że nie jestem.
Moja żona jest w 100% kobietą i nie ja jestem jej kobiecości elmentem. Jej kobiecość jest tylko i wyłącznie w Niej. Ona nawet na bezludnej wyspie byłaby kobietą. Swą kobiecością uwodziłaby drzewa i dzikie zwierzęta i piasek na plaży. Jako jedyna mieszkanka wyspy odcisnęłaby swoje seksualne piętno na tym mikroświecie. Wyspa byłaby wyspą kobiecą. Tak byłaby urządzona, takie zapachy dominowałyby, taka też pogoda panowałaby na wyspie. Moja żona jest kobietą, była nią zanim mnie poznała i będzie nią gdy mnie, choćby jutro, szlag trafi. Mam nadzieję, mam pewność.
Chcę wierzyć, że poznała mnie nie dlatego, że była zaledwie w części kobietą, albo że ja zakochałem się w "niepełnej" kobiecie, której byłem potrzebny do uzupełnienia jej psychologicznych puzzli.
Ja nie jestem plombą w dziurawym zębie ani wkładem w długopisie. Nie chcę być z moją I. dlatego, że ona być ze mną musi, by być kobietą. Chcę wierzyć, że ona jest ze mną... bo chce być ze mną, bo... JEST KOBIETĄ. Ja chcę być przysmakiem jej życia kobiecego a nie heroiną. Chociaż narkoman do heroiny się modli, odczuwa fizyczny ból odstawienia, pożąda bardziej niż życia, pragnie zawsze i jest wierny, to narkoman jest tylko w części swych postępków wolnym człowiekiem. Narkoman w ogóle jest tylko w części człowiekiem. I nienawidzi heroiny, choć jej pragnie i mówi, że kocha.
Ja chcę wierzyć; ja jestem pewny, że I. jest ze mną, bo bycie ze mną poprawia smak jej kobiecego życia.
Ja nie jestem jej potrzebny do tego, by była kobietą. Zakochałem się w stuprocentowej kobiecie a nie w kalece, dla której miałbym być protezą czy jakimś wózkiem inwalidzkim. Ja kocham kobiety... wszystkie... nie półprodukty na kobiety.
Czy ja jestem jej potrzebny? Mam nadzieję, że tak, ale nie po to by ona mogła wypełnić siebie do jakiejś pełnopostaciowej kobiety. Superkobioety, ekstrakobiety, jedynie prawdziwej kobiety.
Mam nadzieję, że ja jestem jej potrzebny, by ona mogła... w pełni korzystać ze swej kobiecości!! By poprzez mnie mogła odczuwać więcej smaków życia, smaków, które kobieta nie może poczuć, dopóki nie towarzyszy jej kochający mężczyzna. Ja jestem do tego, by jej seksualność, jej kobiecość była w pełni wykorzystana. Jestem po to, by jej kobiecość dawała jej przyjemnośc poprzez seks. Jestem po to, by ona mogła pochwalić się całą pełnią swej kobiecości przed kimś z innego świata, ze świata mężczyzn.
Kobieta wszystko co stanowi o jej kobiecości ma w sobie i nosi to ze sobą wszędzie, gdzie jest. I promieniuje tym, tak tego jest dużo.

Dla prawdziwego mężczyzny (no dobra, zgadliście, mówię o sobie) byłaby uwłaczającą świadomość, że służy kobiecie do definiowania jej kobiecości. Właśnie to, że nie jestem kobiecie niezbędny, a ona mimo to jest ze mną, i mimo to dopuszcza mnie do tajemnic swojego świata daje mi poczucie mojej wartości. Paradoks? Nie jestem jej niezbędny i to daje mi poczucie wartości. Tak!! Bo ona nie potrzebując mnie i ze mna będąc udowadnia, że ona CHCE być ze mną i TYLKO ze mną. To dowód mojej wyjątkowości. Daje mi dowód, że mnie WYBRAŁA a nie wzięła z pólki pierwszy z brzegu worek gipsu szpachlowego, bo ma w scianie pelno dziur po gwoździach. Nie chciałbym być produktem z OBI. Wolę być chcianym i wybranym, a nie koniecznym i zapłaconym z bólem serca.
I tu dochodzimy do tematu kompleksów. Takiego wyboru, swobodnego, suwerennego może dokonać kobieta świadoma swojej kobiecej atrakcyjności. Kobieta, która jest pewna swojej wartości i nie szuka faceta, by udowodnić sobie, że jest kobietą. To wszystko odbywa się bardzo często poza sferą świadomości, ale podejrzewam, że kobiety stłamszone, będące kłębkiem (supłem) kompleksów niekiedy wpadają z jednych męskich ramion w inne, bo szukają lekarstwa na swoje bóle, swoje kompleksy, swoje niedowartościowanie. "Im więcej facetów, tym bardziej jestem kobietą" - to wydaje im się logiczne, ale nieprawdziwe. Bo kobietą jest i bez mężczyzn, a kolejnych kochanków wynajduje, by sobie wyświetlić na zasadzie kontrastu to, czego nie widzi za stosem kompleksów. Bo mężczyzna może być kontrastowym tłem. Ale przecież tylko w jednej, seksualnej tonacji kolorów. I dotyczy to tylko obrazu seksualnego a nie osobowościowego.
Możliwe, że niektórzy faceci wolą takie stłamszone, szukaja nawet takich, jako antidotum na swoje kompleksy. Tacy faceci to dupki... ale dupek to "najgorszy facet na świecie", ale wciąż jeszcze niestety facet. To dureń, który nie pozbawia swojej kobiety kompleksów, bo: nie umie, nie chce, nie widzi takiej potrzeby albo z innych pobudek. To dupek, facet, ale dupek. i co najgorsze, czasami te kobiece kompleksy dodatkowo wzmacnia, by poczuć się lepiej. I wtedy kobieta może zacząć w formie obrony szukać potwierdzenia swojej wartości w znajdowaniu kochanków. To jego wina, bo gdyby pozbawił ją kompleksów, lub gdyby dał jej poczucie, że ona jest wartością samą w sobie, żadne zabiegi obronne nie byłyby jej potrzebne. (pomijam tu wypadki, gdy swiadomej kobiecie facet nie daje niczego, np. nie daje satysfakcji seksualnej... wtedy kochanek jest sposobem na satysfakcjonujące życie płciowe - ale to zupełnie inny przypadek)

A trzeba wam wiedzieć, że źródło kompleksów tak naprawdę znajduje się poza czlowiekiem. Kompleksy są wynikiem patrzenia na siebie oczami otoczenia. Człowiek, gdy brak mu pewnosci siebie, poczucia własnej wartości, stara się coraz częściej spoglądać na siebie z perpektywy otaczających go ludzi. A otoczenie lubi urawniłowkę, schemat, szablon. Kobieta w pewnym wieku ma faceta, a facet kobietę i każde odstępstwo od tego obrazu jest powodem do zastanowienia się nad wartością tego człowieka. "W końcu z jakiegoś powodu jest sam(a)" i zaraz doszukuje się (otoczenie) defektu w istosie seksualności, skoro rzecz dotyczy kontaktów z inna płcią. I taki kłębek kompleksów przyjmuje ten tok rozumowania nie mając dość siły wewnetrznej, by patrzyć na siebie swoim silnym, pewnym siebie spojrzeniem. I kompleksy rosną. Budowane przez otoczenie - świadomie lub podświadomie podsycane przez spadajace poczucie własnej wartości. Aż w końcu... pod naciskiem otoczenia wychodzi kobieta za mąż za "pierwszego, który się napatoczył", bo to w końcu daje jej ulgę, uznanie otoczenia i potwierdzenie, że jest kobietą. ale szczęścia nie da, bo nie można żyć ku zadowoleniu otoczenia, które już na zawsze będzie dawało zadania do wykonania (zajdź w ciążę, bądź dobrą matką, bądź wierną i pracowitą żoną itd itp) zabijając indywidualność.

 

cholera... mam nadzieję, że napisałem to wystarczająco zrozumiale... chociaż, nie wiem. 

 

środa, 27 maja 2009, ben-oni
poleć znajomemu » śledź komentarze (rss) »

Dodaj komentarz »
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
lady.vsp
2009/05/28 07:39:53
Lol... Wytrwałam i udało mi się przeczytać jednorazowo coś dłuższego niż kolejną definicję z podręcznika! (Co ta sesja robi z ludźmi?!)

Nie o tym jednak chciałam.

Drogi Benie, przeczytaj jeszcze raz to, co sam napisałeś i dodaj do swych rozważań zwykłe, prostackie wygodnictwo. Ciekawe czy wiesz o co mi chodzi... ;)
-
maurena1
2009/05/28 15:05:36
uuuf... ciężkie, tyle chaosu. Nie rozumiem po co tak drążyć . Ben bierz się w garść : P Muszę to jeszcze raz na spokojnie przeczytać ..... pozdrawiam : )
-
Gość: dara, apn-95-41-146-164.dynamic.gprs.plus.pl
2009/05/28 19:21:20
Wow! Ben jesteś jednym z niewielu mężczyzn, którzy nie są "przypępowieni" do jakiejś kobiety!
Dzięki za tego posta, bo dla mnie to ważny głos człowieka, który wie o co biega w związku między dwojgiem ludzi. Zadziwiasz mnie coraz bardziej ;-)
-
dadunia
2009/05/30 21:20:23
Ja nie przebrnęłam.
-
Gość: agneeze, host-81-190-223-15.wroclaw.mm.pl
2010/07/04 19:24:00
A ja sobie wracam co jakiś czas do tej genialnej - jak wiele - notki i nieustannie wywołuje ona uśmiech na mojej twarzy.
-
Gość: marveli, 194.181.8.13*
2012/02/03 13:01:21
Niezwykle trafne spostrzeżenia - dla mnie kobiety niedowartościowanej i zakompleksionej. Otworzyłeś mi oczy - to czego nie zrobiły mądre artykuły z dziedziny psychologii. Dziękuję.
Dodaj komentarz »
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog